Liczba bankructw ogłoszonych w tym roku przez spółki budowlane będzie wyższa o ponad 30 procent w porównaniu z 2008 r. Nic też nie wskazuje na to, by najbliższe miesiące były lepsze dla branży budowlanej.

Rośnie ryzyko opóźnień płatniczych i niewypłacalności w branży budowlanej. Analitycy z wywiadowni gospodarczej Coface Poland szacują, że od stycznia do listopada 2009 r. upadłość ogłosiło ponad 80 spółek, podczas gdy w tym samym okresie ubiegłego roku zanotowano 62 bankructwa.

– Ryzyko zatorów płatniczych wzrosło zwłaszcza wśród deweloperów dotkniętych spadkiem popytu, a co za tym idzie, także cen. Płynność finansową tracą również firmy wykonawcze związane z budownictwem mieszkaniowym i komercyjnym – twierdzi Marcin Siwa, dyrektor ds. oceny ryzyka w Coface Poland. – Najmniejsze problemy mają spółki zajmujące się inwestycjami infrastrukturalnymi i drogowymi, gdyż popyt na ich usługi jest duży, głównie stymulowany przez dopływ środków unijnych.

Zaczęło się od małych

Na początku tego roku upadały przede wszystkim firmy mniejsze, zatrudniające po kilkunastu, co najwyżej dwudziestu kilku pracowników, o obrotach sięgających od kilku do kilkunastu milionów złotych. Natomiast od połowy roku zaczęły bankrutować przedsiębiorstwa, w których pracowało nawet 150 – 180 osób, o obrotach znacznie większych – do kilkudziesięciu milionów złotych. Spółki te zajmowały się szeroko pojętą działalnością budowlaną albo odwrotnie – oferowały wąsko wyspecjalizowane usługi.

W lipcu 2009 r. analitycy firmy Euler Hermes zajmującej się ubezpieczaniem należności zanotowali pierwszą falę upadłości hurtowni budowlanych (ponad dziesięć). W ostatniej kolejności kłopoty spadną na deweloperów.

– Zarówno instytucje finansowe, jak i inni wierzyciele nie chcą doprowadzać do upadłości dewelopera, bo to on jest w stanie najsprawniej doprowadzić daną inwestycję do końca, co zapewni zwrot nakładów, zwłaszcza teraz, gdy trudno znaleźć chętnych na grunty czy rozpoczęte inwestycje – wyjaśnia Piotr Starus, dyrektor działu oceny ryzyka w Euler Hermes.

Starus szacuje, że w ciągu trzech kwartałów 2009 r. ogłoszono 65 upadłości, a w podobnym okresie 2008 r. – 55 upadłości. – Liczba upadłości we wszystkich branżach zwiększyła się w tym czasie łącznie aż o 55 proc. Na tym tle budownictwo wypada więc całkiem nieźle – zauważa Starus.

Po prostu znikają

Do spółek windykacyjnych trafia coraz więcej długów branży budowlanej. Wierzycielami są zarówno osoby indywidualne, jak i spółki handlowe ze wszystkich dużych aglomeracji, co oznacza, że kryzys dotknął całą branżę.

– Wierzytelności te są stosunkowo świeże, co oznacza, że termin ich płatności minął najczęściej 6 – 12 miesięcy temu. Są one więc w dużej części rezultatem załamania rynku sprzedaży mieszkań w ciągu ostatniego roku – tłumaczy Szymon Kobierski z firmy windykacyjnej Pragma Inkaso. – Przewidujemy wzrost wartości przekazanych do windykacji wierzytelności – dodaje.

W najlepszej sytuacji są teraz duże spółki, które posiadając wieloletni staż, mogą liczyć na nieco większy kredyt zaufania ze strony instytucji finansowych czy wykonawców. Poza tym wypracowały niemałe zyski w czasach hossy, podczas gdy mniejsi deweloperzy z reguły dopiero wtedy rozpoczynali działalność.

– Kłopoty mają dziś głównie mniejsze firmy podwykonawcze oraz zaopatrujące je hurtownie budowlane. Najwięcej bankructw ogłaszały przedsiębiorstwa zatrudniające średnio do 25 osób. Dane statystyczne jednak nie pokażą tego zjawiska dokładnie w odniesieniu do upadłości małych firm budowlano-wykończeniowych, gdyż duża część tych podmiotów kończy działalność bez przeprowadzania sądowej procedury upadłościowej – wyjaśnia Tomasz Starus.

Zdaniem ekspertów na przełom w branży budowlanej w najbliższych miesiącach nie można liczyć, gdyż deweloperzy raczej jedynie będą kończyć rozpoczęte inwestycje, podczas gdy klientów na kupno mieszkań nie przybywa.

Rzeczpospolita, Dorota Kaczyńska 07.12.2009.